Szukaj:Słowo(a): Kodeks postępowania karnego tom 3
Chaos w sądach - stanęły procesy gangsterów.
Procesy przestępców gospodarczych i gangsterów w całej Polsce stanęły. To efekt nowelizacji prawa karnego przygotowanej przez resort ministra Ziobry.
"Dzisiaj przed szczecińskim sądem rejonowym miał się zakończyć trwający dwa i pół roku proces pięciu białych kołnierzyków - między innymi Jerzego K., byłego prezesa należącej do Orlenu firmy Ship Service, oskarżonego o działanie na szkodę spółki.

Przed kilkoma dniami sędzia poinformował jednak obrońców, że przekazuje sprawę sądowi okręgowemu. To oznacza, że nowy skład sędziowski musi przeczytać opasłe tomy akt i na nowo rozpocząć proces. Opóźni to wydanie wyroku o co najmniej trzy lata. Według "Gazety Wyborczej" to samo grozi ponad dwóm tysiącom procesów w całym kraju.

Wszystko dlatego, że obowiązująca od 12 lipca nowelizacja kodeksu postępowania karnego nakazuje prowadzić procesy zorganizowanych grup przestępczych i w sprawie afer gospodarczych już nie w sądach rejonowych, lecz okręgowych."

http://www.money.pl/gospo...0,0,255944.html
Ja czytam teraz tylko takie "ksiaŻki" jak:
- Kodeks Postepowania Administracyjnego
- Kodeks Karny Wykonawczy
- Prawo Pracy
- Finanse Publiczne
- Ochrona środowiska
A z normalniejszych to "Monografię Częstochowy - tom I" Jakos czytanie ksiązek typu "Gwiezdne Wojny", "Władca Pierścieni", "Magbet", "Proces" ;-) itd. mnie nie ciągnie... No chyba, Że wiadomości, informacji z regionu, kraju i świata nie wiem.. MoŻe to jakies odchylenie od pionu
1) Powszechna ordynacja sądów dla Galicji Zachodniej-> Franciscana (połączenie procesu + kodeks karny) oraz Ustawa o postępowaniu karnym z 1850 r. i 1873r.
2) Powszechna ordynacja sądów dla Państw Pruskich->Pruska Ordynacja Karna 180r.
3) Francuski kodeks procedury karnej ->Kodeks Postępowania Karnego 1808
4) X. tom Zwodu Praw -> Zwód Praw tom XV
5) Ustawa postęp. karnego 1864r. (Rosja)

Pomieszało się z cywilnym coś ?


Cytat:

Opis:
Prezentowany komentarz do Kodeksu postępowania karnego przeznaczony jest dla osób zajmujących się profesjonalnie prawem karnym procesowym, jak również dla studiujących tę dziedzinę prawa.

Autorzy starali się przedstawić obowiązujące regulacje prawne w kontekście poglądów doktryny, jak i tendencji orzecznictwa sądowego, przy uwzględnieniu współczesnych standardów międzynarodowych z zakresu postępowania karnego. Szczególną uwagę zwrócono na charakterystykę nowych rozwiązań proceduralnych ujętych w ustawach nowelizujących Kodeks postępowania karnego z dnia 10 stycznia i 13 czerwca 2003 r. Autorzy prezentując poszczególne instytucje procesowe nie stronią również od ocen krytycznych i postulatów de lege ferenda.

Kodeks postępowania karnego. Komentarz

Tom I: Komentarz do art. 1-424 k.p.k., Tom II: Komentarz do art. 425-673 k.p.k.
Autorzy: Steinborn Sławomir, Paprzycki Lech Krzysztof, Grajewski Jan (red.)

Seria: KOMENTARZE Zakamycza
Wydawnictwo: Kantor Wydawniczy ZAKAMYCZE , Kraków , 2006
Stan prawny: 2005-10-01
ISBN: 83-7444-240-9 , twarda całopapierowa , A5 , Tom I: 1264 s., Tom II: 1200 s.
Rodzaj: komentarz
Dział: PRAWO / karne

Zrodlo
Podana przeze mnie definicja użycia broni jest pochodną hasła "broń strzelecka" fragment o przeznaczeniu broni strzeleckiej wojskowej z Encyklopedji Techniki Wojskowej ... Dodatkowo za taką a nie inną interpretacją użycia broni przemawia analogia do przestępstwa z użyciem broni lub niebezpiecznego narzędzia . Skoro obrabowanie banku z pistoletem w garści jest przestępstwem z użyciem broni , to oczywiście każde zdażenie gdzie człowiek zostaje zmuszomy do jakiegoś zachowania ze strachu przed bronią nawet tylko zademonstrowaną przez jego przeciwnika ( nawet w przypadku kłótni ) jest użyciem broni ...Przepisy dotyczące agencji ochrony nie są tu miarodajne , w niektórych punktach są wręcz sprzeczne z ustawodastwem ogólnym w tej dziedzinie ....



W kwestiach prawnych lepiej jednak zajrzeć do przepisów i komentarzy sporządzonych przez prawników.

Wydaje się, że mylisz zdecydowanie dwa pojęcia: „używa” i „posługuje się”. Zakres znaczeniowy tego pierwszego jest znacznie węższy niż drugiego.

W przypadku bójki lub pobicia (art. 159 kk) koniecznym jest używanie broni. „Nie wystarcza zatem samo posiadanie czy demonstrowanie przez uczestnika bójki lub pobicia”.*)

W przypadku rozboju (art. 280 kk) sprawca musi „posługiwać się bronią”. I tu rzeczywiście „każda forma demonstrowania broni, w celu dokonania zaboru, zmierzająca do spotęgowania przemocy, dla wywołania większej obawy i poczucia zagrożenia ofiary, może być posługiwaniem się” **)

Jeżeli wspomniane przepisy dot. agencji ochrony są Twoim zdaniem „sprzeczne z ustawodawstwem ogólnym”, to sprzeczne z prawem są też przepisy o warunkach użycia broni przez policjantów. ***) Mówi się w nich, że policjanci przed użyciem broni palnej są obowiązani krzyknąć „Policja” … oddać strzał ostrzegawczy w bezpiecznym kierunku…

*) O. Górniok, S. Hoc, S.M Przyjemski, Kodeks karny Komentarz, tom III str. 107, Gdańsk 1999,
**) Tamże, str. 350
***) Rozporządzenie Rady Ministrów z dnia 19 lipca 2005r. w sprawie szczegółowych warunków i sposobu postępowania przy użyciu broni palnej przez policjantów oraz zasad użycia broni palnej przez oddziały i pododdziały zwarte Policji (Dz.U. nr 135, poz 1132)
Ja też czytam. Kodeks Karny, Kodeks Wykroczeń, Kodeks Drogowy, Kodeks Postępowania w Sprawach o Wykroczenia i całe tomy podobnych głupot
nie nie blabick to wcale nie tak !!! oczywiście wiem co masz na myśli jednak:

Komentarz do art. 72 kodeksu karnego (Dz.U.97.88.553), [w:] G. Bogdan, Z. Ćwiąkalski, P. Kardas, J. Majewski, J. Raglewski, M. Szewczyk, W. Wróbel, A. Zoll, Kodeks karny. Część ogólna. Komentarz. Tom I. Komentarz do art. 1-116 k.k., Zakamycze, 2004, wyd. II.
Stan prawny: 2004.07.01

6. „Możliwość zobowiązania skazanego do wykonywania pracy zarobkowej, do nauki lub przygotowania się do zawodu spotkała się w literaturze z uwagami krytycznymi (J. Skupiński, Warunkowe..., s. 291 i n.). W szczególności zwraca się uwagę, że zobowiązanie to odpowiada systemowi kontrolującemu postępowanie własnych obywateli i nastawionemu na zwalczanie tzw. pasożytnictwa społecznego. W oparciu o panujący w Polsce porządek konstytucyjny trzeba wykluczyć traktowanie pracy zarobkowej jako prawnego obowiązku. Także poza osiągnięciem określonego wieku nauka nie jest obowiązkiem prawnym. Sąd nakładając obowiązek określony w art. 72 § 1 pkt 4 musi to mieć na uwadze, jak również i sytuację na rynku pracy. Zobowiązanie, o którym tu mowa ma służyć zapobieżeniu powrotowi skazanego do przestępstwa, a nie objęcie go kontrolą w znaczeniu właściwym dla systemu totalitarnego. Wolność człowieka w wyborze sposobu życia nie zwalnia go od odpowiedzialności za postępowanie wobec innych osób. Jeżeli sąd dojdzie do wniosku, że przyczyną popełnionego przez sprawcę przestępstwa był brak zajęcia dającego źródło utrzymania, że sprawca nie jest przygotowany do pracy zawodowej lub porzucił szkołę, to nałożenie tego obowiązku może być celowe. Obowiązek ten powinien być połączony z oddaniem skazanego pod dozór.”

Kurator jako organ postępowania karnego powinien wykonać wyrok tak jak zapadł czyli wierząc, że sąd wziął pod uwagę możliwości rynku pracy i możliwości skazanego. Jeżeli jednak w trakcie postępowania wykonawczego kurator stwierdzi, że skazany nie jest w stanie wywiązać się z tego obowiązku z przyczyn od siebie niezależnych to powinien złożyć wniosek o zwolnienie go z tego obowiązku a nie traktować pracy na czarno jako wypełnianie tego obowiązku. Sąd nakładając na skazanego podjęcie pracy zarobkowej z całą pewnością nie miał bowiem na myśli zobowiązania skazanego do popełniania czynu zabronionego i narażania go na odpowiedzialność karną czy też karno – skarbową.
nie nie blabick to wcale nie tak !!! oczywiście wiem co masz na myśli jednak:

Komentarz do art. 72 kodeksu karnego (Dz.U.97.88.553), [w:] G. Bogdan, Z. Ćwiąkalski, P. Kardas, J. Majewski, J. Raglewski, M. Szewczyk, W. Wróbel, A. Zoll, Kodeks karny. Część ogólna. Komentarz. Tom I. Komentarz do art. 1-116 k.k., Zakamycze, 2004, wyd. II.
Stan prawny: 2004.07.01

6. „Możliwość zobowiązania skazanego do wykonywania pracy zarobkowej, do nauki lub przygotowania się do zawodu spotkała się w literaturze z uwagami krytycznymi (J. Skupiński, Warunkowe..., s. 291 i n.). W szczególności zwraca się uwagę, że zobowiązanie to odpowiada systemowi kontrolującemu postępowanie własnych obywateli i nastawionemu na zwalczanie tzw. pasożytnictwa społecznego. W oparciu o panujący w Polsce porządek konstytucyjny trzeba wykluczyć traktowanie pracy zarobkowej jako prawnego obowiązku. Także poza osiągnięciem określonego wieku nauka nie jest obowiązkiem prawnym. Sąd nakładając obowiązek określony w art. 72 § 1 pkt 4 musi to mieć na uwadze, jak również i sytuację na rynku pracy. Zobowiązanie, o którym tu mowa ma służyć zapobieżeniu powrotowi skazanego do przestępstwa, a nie objęcie go kontrolą w znaczeniu właściwym dla systemu totalitarnego. Wolność człowieka w wyborze sposobu życia nie zwalnia go od odpowiedzialności za postępowanie wobec innych osób. Jeżeli sąd dojdzie do wniosku, że przyczyną popełnionego przez sprawcę przestępstwa był brak zajęcia dającego źródło utrzymania, że sprawca nie jest przygotowany do pracy zawodowej lub porzucił szkołę, to nałożenie tego obowiązku może być celowe. Obowiązek ten powinien być połączony z oddaniem skazanego pod dozór.”

Kurator jako organ postępowania karnego powinien wykonać wyrok tak jak zapadł czyli wierząc, że sąd wziął pod uwagę możliwości rynku pracy i możliwości skazanego. Jeżeli jednak w trakcie postępowania wykonawczego kurator stwierdzi, że skazany nie jest w stanie wywiązać się z tego obowiązku z przyczyn od siebie niezależnych to powinien złożyć wniosek o zwolnienie go z tego obowiązku a nie traktować pracy na czarno jako wypełnianie tego obowiązku. Sąd nakładając na skazanego podjęcie pracy zarobkowej z całą pewnością nie miał bowiem na myśli zobowiązania skazanego do popełniania czynu zabronionego i narażania go na odpowiedzialność karną czy też karno – skarbową.

,,Zasada jest prosta - pracujesz - płacisz..."
W pełni podzielam to stanowisko.



ja oczywiście też! teoretycznie
(...)a także informacje dotyczące popełnienia przestępstwa określonego w art. 197-203 Kodeksu karnego w związku z zaburzeniami preferencji seksualnych, a po uprawomocnieniu się wyroku, na wniosek dyrektora zakładu lub aresztu - również akta sądowe.

Praktycznie jest to niezwykle rzadkie.

Już to widzę, jak sąd, zwłaszcza okręgowy wysyła kuratorowi do zapoznania się np. akta sprawy o zabójstwo, dajmy na to 17 tomów. A kurator potem siedzi i to wszystko analizuje.

Sąd wcale nie musi też, pomimo prośby innego sądu, przesłać danych akt. Zwłaszcza jeżeli są jeszcze prowadzone jakieś czynności.

Podawane Rozporządzenie MS daje nam wprawdzie możliwość zapoznawania się z aktami, niemniej jednak istnieje jeszcze instrukcja sądowa, która określa zasady dostępu do nich.

W jej myśl dostęp do akt mają przede wszystkim strony postępowania. Inne osoby za zgodą przewodniczącego wydziału lub prezesa sądu.

W praktyce zwracamy się o nadesłanie nie całych akt, ale odpisu wyroku orzeczenia

sowa napisał(a)
Proszę powiedzcie mi jak uzyskać akta z sądu miasta oddalonego bardzo od mojego. czy mogę prosić o ich wysłanie?


i niech sowa zdecyduje, którą opcję wybrać
I tak na koniec. Wypadałoby korzystać ze swoich spraw tudzież wypełniać obowiązki. Jakaś (jakaś) instrukcja sądowa nie może być "aktem" wyższej rangi niż kodeks, ustawa czy rozporządzenie. Poza tym wykonując swoją pracę biorę pod uwagę zdrowy rozsądek, przepisy prawa, osiągnięcia nauki no ale może zaczne też brać pod uwagę instrukcje. Dalszej dyskusji nie podejmuję. Pozdrawiam.
Wierzejski kazał prokuratorom szukać pedofilów .

Marcin Rybak, Wrocław Małgorzata Rusek, Radom, sid

05-06-2006, ostatnia aktualizacja 04-06-2006 20:35

Takie polecenie wydała Prokuratura Krajowa na wniosek posła LPR Dwa tygodnie temu poseł LPR Wojciech Wierzejski wystąpił w obronie lidera swojej partii, ministra edukacji Romana Giertycha. W zapytaniu poselskim adresowanym do ministrów Ludwika Dorna i Zbigniewa Ziobro zasugerował, że protesty przeciwko nominacji Giertycha są inspirowane przez organizacje homoseksualne powiązane ze światem przestępczym - środowiskami pedofilskimi i handlarzami narkotyków.Zażyczył sobie informacji, jak dalece sięgają powiązania organizacji homoseksualnych z pedofilami i narkodilerami i jakie są źródłach finansowania tych organizacji oraz ich wpływy w szkołach. W czwartek "Rzeczpospolita" poinformowała, że Prokuratura Krajowa nakazała wszystkim prokuratorom w kraju zbieranie informacji na ten temat.- To nieprawda - przekonuje zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking. - Otrzymaliśmy zapytanie poselskie i musimy na nie odpowiedzieć. Zapewnia, że Prokuratura Krajowa nie kazała badać sposobów finansowania organizacji homoseksualnych ani ich wpływów w szkołach: - Poprosiliśmy o informacje na temat prowadzonych i zakończonych już spraw dotyczących pedofilii oraz czynów homoseksualnych popełnianych na szkodę nieletnich. Prokuratorzy mają sprawdzić, czy w materiałach tych postępowań występują sprawy poruszane w zapytaniu posła Wierzejskiego, na przykład informacje o powiązaniach organizacji homoseksualnych z przestępstwami pedofilii czy z handlarzami narkotyków albo ślady nielegalnego finansowania tych organizacji. Prokuratury apelacyjne mają czas do 9 czerwca na przysłanie tych informacji do Warszawy. - Przygotowanie takiej informacji wymaga przejrzenia setek tysięcy akt i zaangażowania kilku pracowników w każdej jednostce. Nie wiem, jak szefowie prokuratur rejonowych to zrobią, ale jakoś muszą zorganizować sobie pracę, bo odpowiedź musi być przygotowana - mówi Małgorzata Chrabąszcz, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Radomiu.- Zaczniemy od wyselekcjonowania spraw na podstawie artykułów kodeksu karnego. To mogą zrobić pracownicy biura. Gdy będę wiedział, ile takich spraw mieliśmy, zdecyduję o zaangażowaniu prokuratorów - mówi Mariusz Potera, szef Prokuratury Rejonowej dla miasta Radomia.- Na co najmniej kilka godzin sparaliżowana zostanie praca sekretariatu. Trzeba przejrzeć całe tomy repertoriów. A całkiem niedawno dokładnie taką pracę wykonaliśmy wyszukując sprawy dotyczące pedofilii - denerwuje się jeden z prokuratorów z Krakowa.

ŹRÓDŁO:
Marcin Rybak, Wrocław Małgorzata Rusek, Radom, sid

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA
Przede wszystkim nie byłabym taka pewna odpowiedzi biegłego występującego w sprawie będąc prokuratorem mimo wszystko postanowiłabym zasięgnąc opini innego zespołu biegłych który wobec tego potwierdził by tezę o omylności sekcjonującego lub potwierdził by ,że sekcjonujący ma rację .
A tak prokurator miał do wyboru albo prawdę mówi sekcja albo prawdę mówi biegły ekspert.Właściwie miał do wyboru dwie różne opinie-dlaczego sie przychylił do tej a nie do innej ???
Czy postąpił prawidlowo ?
Czy należało swoją decyzję potwierdzic następną opinią która dawała by potwierdzenie jednej z nich ...???



Ustawa w art. 160 § 1-3 nie określa sposobu zachowania się sprawcy realizującego znamiona typu czynu zabronionego. Zachowanie to ma polegać na "narażaniu" człowieka. "Narażenie" człowieka, o którym jest mowa w omawianych przepisach, stanowi kategorię dopełniającą do szczegółowo określonych sposobów narażenia człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu (np. art. 158 § 1, art. 159, 223, 254 § 1).
Narażenie człowieka na niebezpieczeństwo, o którym jest mowa w art. 160 § 1-3, zachodzić będzie w wypadku naruszenia przez sprawcę opartych na naszej wiedzy i doświadczeniu reguł postępowania w stosunku do drugiego człowieka, reguł wykształconych dla określenia tolerowanego, ze względu na wagę podejmowanej czynności, stopnia zagrożenia. Sprawca musi naruszyć tę regułę postępowania, która chroni bezpieczeństwo życia lub zdrowia ludzkiego przed zagrożeniem na tej drodze, na której sprawca je w rzeczywistości sprowadził.


Żródło: A. Zoll [w:] A. Barczak-Oplustil, G. Bogdan, Z. Ćwiąkalski, M. Dąbrowska-Kardas, P. Kardas, J. Majewski, J. Raglewski, M. Rodzynkiewicz, M. Szewczyk, W. Wróbel, A. Zoll, Kodeks karny. Część szczególna. Tom II. Komentarz do art. 117-277 k.k., Zakamycze, 2006, wyd. II.

W świetle opinii biegłego nie było naruszenia tych reguł postępowania.
Opinia biegłego mogła być mylna. Nie potrafię tego ocenić, po pierwsze dlatego że brak mi w tym wiedzy medycznej, po drugie, że do tego trzeba by znać całą sprawę.
Jeżeli by miał wątpliiwości, to oczywiście powinien powołać drugiego biegłego. Ale jak widać ich nie miał.
Prokurator uznał tę opinię za wiarygodną i umorzył postępowanie, a nie zakwestionował tego ani prokurator nadrzędny, ani sąd.
To że rozprawa trwała 10 minut nie oznacza, że sąd nie znał akt sprawy.
Oczywiście jest możliwe, że wszyscy mogą się tu mylić. Ale narzędzia nadzoru zostały wykorzystane.
Można snuć tu teorię, że uczynił to układ etc. Na tle tej konkretnej sprawy, według przedstawionych jej fragemntów, brak jest podstaw do stwierdzenia, że tak w rzeczywistości było.
Rozumiem, że jesteś zbulwersowana, rozżalona. To jest oczywiste. Niewykluczone, że masz rację. Nie wiem.
Przez net Ci już nikt nie pomoże, bo po pierwsze do tego, trzeba by znać sprawę, przeczytać akta, wyrobić sobie pogląd i się nią zająć
Ryba, niestety od normalnej strony prawnej sprawa jest już zamknięta. Teraz, to tylko ewentualnie możesz pisać do Rzecznika Prawa Obywatelskich.
Świadek ma obowiązek sładania zeznań, czyli zeznawania. Nie wolno mu ani kłamać, ani zatajać tego co jest mu wiadome w danej sprawie. Ale świadek może zawsze odmówić udzielenia odpowiedzi na pytanie, jeżeli odpowiedź mogłaby narazić go na odpowiedzialność karną. Natomiast odmówić złożenia zeznań ma prawo tylko i wyłącznie wtedy, gdy jest osobą najbliższą dla podejrzanego (oskarżonego).

Podejrzany składa natomiast wyjaśnienia, czyli wyjaśnia. Ma jednak prawo odmówić składania wyjaśnień bez podawania powodu.

Jeżeli w określonej sprawie dana osoba była przesłuchana w charakterze świadka, a nastąpnie stała się podejrzanym, to to wszystko co zeznawała jako świadek nie liczy się z mocy prawa i nie może być brane pod uwagę przy rozstrzyganiu sprawy. Nawet jeżeli świadek przyznał się do popełnienia przestąpstwa, a potem jako podejrzany zaprzeczył temu, a nie ma innych dowodów, to musi być uniewinniony.



Cytuję za Rzeczpospolitą omówienie nowej uchwały SN:

Podejrzany jako świadek może kłamać

Nie odpowie za fałszywe zeznania osoba, którą zamiast jako podejrzaną przesłuchano jako świadka

Taki jest sens uchwały Sądu Najwyższego. Wszystko zaczęło się od tego, że jeden sądów rejonowych skazał Leokadię N. za fałszywe zeznania. Kobieta dostała osiem miesięcy więzienia (w zawieszeniu na dwa lata) za to, że trzykrotnie kłamała przed policją w postępowaniu przygotowawczym. Rzecz dotyczyła zeznań, w których potwierdziła, że to Janina Ch. osobiście sporządziła testament, który stanowił potem dowód przy zakładaniu księgi wieczystej. Śledztwo w tej ostatniej sprawie nie zakończyło się postawieniem zarzutów Leokadii N. Wyrokujący sąd rejonowy uznał, że ponieważ śledztwo w sprawie podrobienia dokumentów i posłużenia się nimi przy zakładaniu księgi wieczystej nie było prowadzone przeciwko Leokadii N. i nie zostały jej przedstawione żadne zarzuty, nie była przesłuchana w charakterze podejrzanej.

W apelacji od wyroku adwokat skazanej podnosił jednak, że jego klientka od początku tego postępowania była osobą "faktycznie podejrzaną", co w sposób jaskrawy naruszyło jej prawo do obrony. Sprawa trafiła do sądu okręgowego. Ten powziął wątpliwość: czy kobieta miała prawo bezkarnie składać fałszywe zeznania czy też nie.

Nie ponosi odpowiedzialności karnej za fałszywe zeznania (art. 233 kodeksu karnego) osoba, która została przesłuchana w charakterze świadka wbrew nakazowi przesłuchania jej jako podejrzanej (art. 313 kodeks postępowania karnego) - uchwalił SN. I uzasadnił: w treści tego ostatniego przepisu upatrywać należy zakazu przesłuchania w innym charakterze niż podejrzanego osoby, co do której istnieją dowody uzasadniające dostateczne podejrzenie, że czyn popełniła. Za niestosowne trzeba uznać podejmowane niekiedy próby zacierania różnic między statusem świadka i podejrzanego argumentem, że także status oskarżonego (podejrzanego) nie chroni przed nadużyciami ze strony osób prowadzących postępowanie karne (sygn. I KZP 4/07).

http://www.rzeczpospolita.../prawo_a_3.html

Przesłuchiwanie jako świadka osoby, która czyn popełniła, jest nadużyciem prawa.
W takim przypadku pozostaje odmawiać odpowiedzi na każde pytanie powołując się na §183kpk.
Każda odpowiedź na pytanie będzie ujawniać okoliczności, które mogą powodować odpowiedzialność karną.
Jednak wtedy Panowie dostają qrwicy. :kosci:
Zawsze trzeba wyważyć swoje postępowanie i nie dać się zastraszyć.

No cóż wraca stare.

Zgodnie z maksymą marszałka Feliksa E. Dzierżyńskiego "Nie ma niewinnych są tylko źle przesłuchani"

Pozdrawiam

tom
.... I wszytko byłoby okej tylko że media w Polsce uważają się za nieomylne, a swój punkt widzenia za jedynie słuszny. A to jest dalekie od pojęcia rzetelności dziennikarskiej.



O moj zloty Burdo no przeciez ja o tym caly czas trabie
a oto i dowod:

Dziennikarz TVP oskarżony o manipulację PAP 06:50

Ważą się losy głównego reportera "Wiadomości" Mikołaja Kunicy. Czy zostanie oskarżony o manipulację przy materiale o ministrze skarbu i będzie musiał odejść z pracy? - czytamy w "Rzeczpospolitej".
.....W tym czasie kierownictwo TVP przejrzało jeszcze raz nagranie z wypowiedzią Jasińskiego. Okazało się, że to, co chciał puścić Kunica, było tylko fragmentem wypowiedzi ministra - mówi rzecznik TVP Jarosław Szczepański. Jego zdaniem Kunica dopuścił się manipulacji.

Tarapaty dziennikarza TVP po materiale o ministrze skarbu
PAP 18:45

Komisja Etyki TVP ma ocenić, czy reporter "Wiadomości" Mikołaj Kunica złamał dziennikarskie zasady etyczne realizując materiał o nowym ministrze skarbu Wojciechu Jasińskim. TVP zastanawia się też nad skierowaniem sprawy do Rady Etyki Mediów - poinformował dyrektor programu 1 TVP Maciej Grzywaczewski.

A tu kolejne:
Prokuratura zajmie się sprawą prowokacji "Faktu"
PAP 20:15

Prokuratura Krajowa przekaże Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie wniosek eurodeputowanych LPR o wszczęcie postępowania karnego w związku z prowokacją dziennika "Fakt" wobec ministra rolnictwa Krzysztofa Jurgiela.

...Art. 226 kodeksu karnego stanowi: "Kto znieważa funkcjonariusza publicznego albo osobę do pomocy mu przybraną podczas lub w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku".

Teraz Burda odpowiem ci na reszte tylko pozwol, ze sie rozejrze po bokach zeby znowu jaki przyglup zza winkla nie wyskoczyl i nie zaczal mnie blotem obrzucac.

Odnosnie repolonizacji mediow to ja tylko przytoczylem wywiad, w ktorym wypowiedzieli sie ludzie, ktorzy napewno cos wiedza w tym temacie skoro tak mowia.
Ja tylko wiem, ze kiedy Bronisław Wildstein z Rzeczpospolitej oglosil liste TW z IPN to zaraz pozegnal sie z miejscem pracy. Wiem rowniez, ze wiekszosc prasy podobnie do Rzeczpospolitej ma duzych udzialowcow zagranicznych lub zagraniczne wydawnictwa sa w pelni wlascicielami wiekszosci prasy kolorowej i tabloid politycznych w Polsce. A co sie w mediach dzieje tosmy obydwaj sie powyzej zgodzili i tym znakomicie zarabiajacym jak piszesz zalezy na tym aby wlasnie nadal tak pozostalo dlatego PiS naciskajacy na zmiany im tak nie lezy i stad te harce na antenach.

Co do zarobkow w USA to podejrzewam, ze w glownych stacjach TV $200 000 to jest conajmniej na m-c, w dziennikach takich jak NYT napewno wiecej niz $200 000 na rok. A jakie sa media? Jak prawie wszystkie media na swiecie sa liberalne z malymi wyjatkami takimi jak FOX Murdoka bo CNN jest skrajnie liberalne podobnie do ABC, NBC, CBS i wiekszosci prasy amerykanskiej. Prawicowe i bardzo popularne sa natomiast radiowe Talk Show. Z kolei Haward Stern majacy program dla wszelkiego rodzaju dewiantow zarabia kwoty idace w setki milionow $. Sama W. Oprach jest juz miliarderka tylko z jednego talk show na ABC.
Tak, ze jak sam widzisz rozrzut jest przeogromny i zapiera dech w plucach.

Zatem ogladanie manipulacyjnych relacji nie zawsze jest zgodne z prawda i trzeba do takich relacji podchodzic bardzo ostroznie bo tania sensacja dzisiaj rzadzi massmediami na calym swiecie obnizajac jakosc profesji.
Jednoczesnie jestem zdecydowanym przeciwnikiem jakiejkolwiek cenzury bo wolne media sa podstawowym gwarantem wolnosci tylko problem polega na profesjonalizmie i odpowiedzialnosci.
Po takich wpadkach jak Ziobro z Mazurem,Wąsaczem, Kaczmarkiem - każdy inny minister byłby skończono .On natomiast chwali się (ustami Kryże) ,że dokonał informatyzacji sądow co jest nieprawda gdyż dokonało się to na wiele lat przed Kaczyńskimi , że przestepczość spada - chociaż spadała już przed dojściem do władzy Kaczyńskich. Również forsowane przez Ziobro ustawy są bublami prawnymi dlaczego PO nie potrafi tego wykorzystać .
Przeczytajcie sobie artykuł jaki ukazał się 25 09 2007r. w Dzienniku Baltyckim - "Sądowa wędrówka akt"
Parlament zmienił absurdalny przepis, który sprawił, że wydziały karne polskich sądów okręgowych od połowy lipca zalewają tysiące tomów akt. Wydziałowi Karnemu Sądu Okręgowego w Gdańsku – jednemu z największych w kraju – grozi przez to paraliż.

Pomieszczenia pękają w szwach od akt, bo na nowe dokumenty od dawna nie ma tam już miejsca. Prawniczy bubel narodził się w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Zmiany w ustawach spowodowały, że kilkadziesiąt procesów karnych, które do połowy lipca toczyły się przed sądami rejonowymi na Pomorzu, przeniesiono do Sądu Okręgowego. W konsekwencji miały się toczyć od początku. Takim, które trwają od kilku lat, może grozić przedawnienie.
Zmiany w przepisach obejmują tzw. sprawy karno-gospodarcze, to jest np. przestępstwa prania brudnych pieniędzy, różnego rodzaju oszustwa, niegospodarności w wielkich rozmiarach, przywłaszczenia oraz dotyczące zorganizowanych grup przestępczych.
Do końca sierpnia do Wydziału Karnego Sądu Okręgowego wpłynęły 32 takie sprawy (m.in. dotycząca gangu złodziei paliwa oraz afery w wydawnictwie archidiecezji gdańskiej Stella Maris). W sumie tysiąc tomów akt i drugie tyle teczek z dokumentami i dowodami rzeczowymi.
Posłowie i senatorowie postanowili zmienić niefortunne przepisy. Udało się – doszli do wniosku, że sądy rejonowe powinny dokończyć rozpoczęte już procesy. Sądy okręgowe będą przejmowały tylko te sprawy, które wpłynęły do nich z prokuratury po 12 lipca br. – to jest po wejściu w życie zasadniczych zmian w kodeksie postępowania karnego o tzw. zmianie właściwości sądów.
Nowe przepisy nie weszły jeszcze w życie, bo ustawę musi podpisać prezydent. Może to zrobić w każdej chwili. – Jesteśmy zadowoleni z tej zmiany – słyszymy od rzecznika SO w Gdańsku Rafała Terleckiego.
Jednak problemy pozostaną, bo tysiące tomów akt, które trafiły już do gdańskiego Sądu Okręgowego, wróci tam, skąd je przetransportowano, czyli do sądów rejonowych – od Wejherowa po Kwidzyn. Taka „przeprowadzka” to skomplikowane przedsięwzięcie biurokratyczne. Dlaczego? Kiedy w ostatnich tygodniach akta wpływały do SO, wszystkim nadawano nowe numery (tzw. sygnatury), co wiązało się ze zmianą obwoluty każdego tomu. Zużyto na to – jak się okazuje, niepotrzebnie – dziesiątki kilogramów papieru. Mało tego, sąd stracił pieniądze w inny sposób, na czym zarobiła poczta. Jeśli sprawę przekazywano do wyższej instancji, to należało o tym poinformować wszystkich zainteresowanych – oskarżonych, obrońców i prokuraturę, wysyłając do nich odpisy takiego postanowienia. Teraz te procedury zostaną powtórzone w sądach rejonowych, a wszystkie przerwane procesy rozpoczną się od nowa.
Kilku sędziom, z którymi o tym rozmawialiśmy, nawet nie chciało się komentować zamieszania. Jeden z nich powiedział nam, że urzędnicy, którzy wymyślili projekt lipcowych zmian, pokazali skrajną niekompetencję i to, że nie mają pojęcia o praktyce sądowej.
Właśnie ogłądam Panoramę na TVP2.
Prokuratura rosyjska przysłała oficjalne pismo stronie polskiej.
Stwierdza w nim, że Katyń to nie tylko nie ludobójstwo, ale również jego ofiary nie są ofiarami represji politycznych.
W związku z powyższym ofiary Katynia są w Rosji traktowane jak zwykli kryminaliści.

OTO ARTYKUŁ Z ONETU NA TEN TEMAT:

Główna Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej nie uznaje Polaków zamordowanych w Katyniu za ofiary represji politycznych.
Jak powiedział szef pionu śledczego IPN prof. Witold Kulesza, tej treści dokument strony Rosyjskiej otrzymał Instytut Pamięci Narodowej.

Oficjalne stanowisko prezesa IPN Janusza Kurtyki oraz Kuleszy będzie ogłoszone w poniedziałek. O uznanie ofiar Zbrodni Katyńskiej za ofiary represji politycznych w rozumieniu specjalnej rosyjskiej ustawy z 1991 r. o rehabilitacji tych osób wystąpiło kilkadziesiąt rodzin Polaków pomordowanych w Katyniu, które wniosły o to za pośrednictwem ambasady RP w Moskwie.

Kulesza powiedział, że rosyjska prokuratura uzasadniła swe stanowisko tym, iż nie znaleziono dowodów na to, że Polacy zamordowani w Katyniu z rozkazu Stalina "zostali pociągnięci do odpowiedzialności karnej" na mocy rosyjskiego Kodeksu karnego z 1926 r.

Tymczasem - podkreślił prof. Kulesza - odręczna adnotacja Stalina z 5 marca 1940 r. na dokumencie nakazujący rozstrzelanie prawie 15 tys. polskich jeńców wojennych i 11 tys. więźniów - zawiera stwierdzenia, by "sprawy tych osób rozpatrzyć w trybie specjalnym, bez wzywania aresztowanych, bez stawiania zarzutów, formułowania aktów oskarżenia i zamykania śledztw".

"Widać więc, że próżno szukać w rosyjskim Kodeksie karnym podstawy prawnej pociągnięcia polskich pomordowanych do odpowiedzialności karnej. To zdumiewające stanowisko Głównej Prokuratury Wojskowej Federacji Rosyjskiej stoi w logicznej sprzeczności z rozkazem Stalina z 5 marca 1940 r." - dodał.

Pytany o implikacje prawne rosyjskiego stanowiska odmawiającego polskim pomordowanym statusu ofiar represji, Kulesza nie chciał wypowiadać się kategorycznie. Zauważył zarazem, że rosyjska prokuratura, która nie uznaje Zbrodni Katyńskiej za ludobójstwo, nie objęła śledztwem bezpośrednich wykonawców zbrodniczego rozkazu Stalina i biura politycznego rosyjskiej WKPB. "A rosyjska ustawa o rehabilitacji ofiar represji politycznych nakazywałaby objąć śledztwem także wykonawców" - powiedział Kulesza.

Tymczasem strona polska nadal nie zna całej dokumentacji rosyjskiego śledztwa katyńskiego, ani nawet treści postanowienia o umorzeniu tego postępowania. Pod koniec października zeszłego roku przedstawiciele IPN zapoznali się w Moskwie z 67 tomami akt rosyjskich. 180 pozostałych tomów i treść samej decyzji o umorzeniu pozostaje tajna. Strona rosyjska nie zgodziła się na sporządzenie kserokopii tych akt.

W sierpniu 2004 r. delegacji IPN z prezesem Leonem Kieresem okazano w Moskwie ponad 160 tomów akt śledztwa; zadeklarowano też udostępnienie wszystkich dla sporządzenia kopii. We wrześniu 2004 r. prezydent Aleksander Kwaśniewski po rozmowach w Moskwie z prezydentem Władimirem Putinem powiedział, że rosyjski przywódca zapewnił go, "iż te dokumenty, które mają klauzulę tajności, zostaną jej pozbawione".

Od tego czasu nie ma jednak już mowy o dostępie do wszystkich akt. W marcu tego roku ambasada Rosji w Warszawie poinformowała stronę polską, iż prokuratura wojskowa w Moskwie może jej udostępnić 67 tomów śledztwa, ale bez możliwości sporządzenia uwierzytelnionych kopii; pozostałe akta nie zostaną udostępnione z powodu klauzuli tajności.

5 marca 1940 r. władze ZSRR, w tym Stalin, wydały rozkaz zamordowania 22 tys. polskich oficerów i cywilów wziętych do niewoli po napaści ZSRR na Polskę 17 września 1939 r. Wśród nich 15 tys. stanowili więźniowie obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie. NKWD rozstrzeliwało ich wiosną 1940 r. w Katyniu, Charkowie i w Kalininie (dziś - Twer). Nadal poszukiwane są mogiły ok. 7 tys. osób.

Rosyjskie śledztwo prokuratury wojskowej w tej sprawie trwało 14 lat. Umorzono je 21 września 2004 r. Nikomu nie postawiono zarzutów. W przeciwieństwie do Polski, Rosja nie uznaje mordu katyńskiego za nieprzedawniającą się zbrodnię ludobójstwa, tylko za serię zwykłych zabójstw, których karalność już się przedawniła.

Polskie śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej IPN wszczął w listopadzie 2004 r. po zawiadomieniu Komitetu Katyńskiego. Podstawowy cel tego śledztwa to ustalenie wszystkich sprawców zbrodni - od wydających rozkaz przez przekazujących go, aż do wykonawców. Według IPN, liczba wszystkich sprawców może dojść do 2 tys. Rosja w swoim śledztwie uznała, że wykonawcy rozkazów, nawet zbrodniczych, nie ponoszą odpowiedzialności - to jedna z różnic między Polską a Rosją w podejściu do sprawy.

Przez lata w ZSRR i PRL twierdzono, że mordu dokonali hitlerowcy. Dopiero w 1990 r. ówczesny przywódca ZSRR Michaił Gorbaczow przyznał, że zbrodni na Polakach dokonało NKWD. W 2000 r. otwarto trzy cmentarze wojskowe upamiętniające ofiary zbrodni - w Katyniu, Charkowie i Miednoje pod Twerem.
Największy korupcyjny proces w Polsce w sprawie szczecińskiej "afery Bryzy" może się zawalić z powodu przepisu - bubla wprowadzonego przez Ministerstwo Sprawiedliwości.
7 lipca 2006 r. - początek procesu. Czy po 14 miesiącach bedzie musiał się zacząć na nowo?
Przed kilkoma dniami - trwający już czternaście miesięcy - proces w sprawie "afery Bryzy" toczący się przed szczecińskim Sądem Rejonowym został zatrzymany i przekazany Sądowi Okręgowemu. Czy to oznacza, że nowy skład sędziowski musi przeczytać 30 opasłych tomów akt i na nowo rozpocząć proces, co cofnęłoby tę głośną sprawę o dwa lata? Zdanie są podzielone.

W środę Senat przegłosował nowelizację wadliwej nowelizacji kodeksu postępowania karnego przygotowanej przez resort Zbigniewa Ziobry. Wejdzie ona w życie po podpisaniu jej przez prezydenta RP, czyli najprawdopodobniej w najbliższych dniach. W sądach jednak wciąż trwa chaos.

Przed kilkoma tygodniami ujawniliśmy, że zapanował on po wejściu w życie 12 lipca nowelizacji kpk. Nowe przepisy nakazują prowadzić procesy gangów i w sprawie afer gospodarczych już nie w sądach rejonowych, lecz okręgowych. Ministerstwo uznało, że podniesie to poziom orzecznictwa, ale autorzy zmian zapomnieli zapisać, że sprawy już rozpoczęte w sądach rejonowych powinny być tam dokończone. W efekcie sędziowie rejonowi zaczęli przekazywać okręgom nawet trwające już lata procesy. A to oznacza wyznaczenie nowych sędziów i rozpoczynanie procesów od nowa. Aby ratować sytuację, Ministerstwo Sprawiedliwości przygotowało nowelizację nowelizacji, która pozwoliłaby sądom rejonowym dokończyć zaczęte procesy.

Tymczasem jeszcze do środy sądy rejonowe w całej Polsce przekazywały okręgom sprawy aferowe i gangsterskie. Po podpisaniu ostatnich poprawek przez Lecha Kaczyńskiego powinny one wrócić do rejonów. Czy setki procesów będą się musiały zacząć od nowa?

- Obawiam się, że w wielu przypadkach tak - twierdzi nasz rozmówca ze szczecińskiej Prokuratury Okręgowej, który chce zachować anonimowość. - Powodem będzie zbyt długa przerwa pomiędzy rozprawami spowodowana przenoszeniem akt tam i z powrotem.

Sędzia Maciej Strączyński, przewodniczący wydziału karnego w szczecińskim Sądzie Okręgowym nie wyklucza takich przypadków, choć uważa, że po wejściu w życie noweli noweli procesy będzie można kontynuować. Mec. Marek Mikołajczyk reprezentujący głównego oskarżonego w "sprawie Bryzy" uważa, że proces rozpocznie się od początku. Przypomnijmy, że chodzi o 14 oskarżonych, w tym dwóch byłych radnych, którzy za 13 mln zł (największa ujawniona łapówka w Polsce) mieli ustawić transakcję sprzedaży miejskiej ziemi na Gumieńcach, na której stoją teraz hipermarkety.

- To, co się obecnie dzieje, nazwałbym radosną twórczością polityków, a nie naprawianiem prawa - mówi przewodniczący Krajowej Rady Sądownictwa Stanisław Dąbrowski, sędzia Sądu Najwyższego. - Ta twórczość skutkuje takimi nieszczęsnymi błędami. Wprowadza się w pośpiechu zbyt wiele zmian. Przy czym zaletą niektórych jest jedynie to, że podobają się rządowi i pasują do aktualnych haseł politycznych.

Źródło: Gazeta Wyborcza Szczecin

http://miasta.gazeta.pl/s...39,4466324.html

::Angielski system sprawiedliwosci jest znany z szybkosci postepowania.
:I ulegania naciskom poltycznym (IRA) , swobodnego ferowania ostrych wyroków
:w procesach poszlakowych , wsadzania do wiezien dzieci (celowa demagogia:)
:itd.

Wiedzialem ze ktos podniesie ta kwestia. Okey. Polski system sadowy jest
znany z skandalicznych wyrokow w sprawach dotyczacych zbrodniarzy
komunistycznych i bandytow mafiijnych. A o dzieciach to nie uslyszalem.

:Proponuje rowniez wprowadzenie peruk
:Zreszta jak w "Rz" czytuje o skargach do Strasbugra, to z UK jest ich
:ponadproporcjonalnie duzo.

Bo UK nie jest panstwem z konstytucja europejska wiec pewne podstawowe normy
prawa akceptowane przez Strasburg nie istnieje w angielskim systemie
prawnym. Co nie znaczy iz jest to system "niesprawiedliwy"

::Wynika
::to z faktu iz wiekszosc spraw karnych (wykroczenia, wystepki) jest
::rozpatrywanych przez tzw "magister". Sa to osoby szanowane w
:spoleczenstwie,
::nie posiadajace wyzszego wyksztalcenia prawnego. Magisters dzialaja szybko
:i
::i dosc sprawiedliwie.
:
:Czyli cos w stylu jednoosobowych kolegiów? Juz widze szanowanych emerytow,
:wsadzajacych tuzinami do aresztu za palenie trawy.

A ja widze szanownych sedziow nie wsadzajacych bandytow do wiezenia bo nie
ma konwojentow. Zreszta nie jest przestepstem/wykroczenie/zbrodnia palenie
trawy wiec nie wsadzi sie.

:Podoba mi sie okreslenie "dosc sprawiedliwie".

Dosc sprawiedliwe:
Albo masz system idealnie sprawiedliwy (czyli zawsze odpowiedni wyrok w
odpowiedniej sprawie) lub system idealnie szybki (zamykamy jak leci).
Dosc sprawiedliwy system: Dobre wyroki w przetlaczajacej wiekszosci spraw,
szybkie postepowanie

:Przypomina to troche system stalinowski - "sedziowie z ludu"

Sedziowie z ludu to idiotyczny pomysl bo lud jest idiotyczny. Komunizm
cechowal sie nihilizmem prawniczym, niszczenie tradycji i instytucji prawa i
radosne eksperymentowanie prawem. Nie porownuj systemu common law i system
prawa komunistyczno-chlopsko-robotniczego.
Nie proponuje sedziow z ludu lecz system obywatelskiej sprawiedliwosci.
:
::Sedziowie zajmuja sie zbrodniami, sporami cywilnymi i innnymi sprawami
:ktore
::magisters nie zajmuja sie. Sedziow jest malo w porownaniu z Polska ale sa
:to
::wszyscy osoby po karierze adwokackiej, posiadajace dlugoletnia praktyka i
::znakomite rezultaty zawodowe. Wynika z tego iz:
:
::a) sad sie zna na procedurze sadowej, sedziowie doglebnia znaja ja od
:strony
::praktycznej i od strony teoretycznej, nie dochodzi tak czesto do uchybien
::procesowych
:Generalnie niezle (ta praktyka - bardzo jej w sadach brakuje) , ale przez
to
:sedziemu moze wyrabiac sie niebezpieczne skrzywienie.
:
:
::b) postepowania przed sadem trwa krotko w wyniku a)
:
::
::Dodatkowo zaplecze techniczne sadow jest lepiej zorganizowane i ludzie
boja
::sie sedziow. Jesli ktos by odpowiadal w taki bezszczelny sposob na pytania
::sadow tak jak np. swiadkowie podczas procesow mafii znalazliby sie w paki
:na
::pare lat bez rozprawy (tzw "contempt of court" czyli obraza sadu jest
:Wybacz, ale to jest pozostalosc feudalizmu i spoleczenstwa klasowego.

Spoleczenstwo klasowe? Czy w Polsce nie istnieje spoleczenstwo klasowe? Nie
rozumiem uwagi. Sedziowie w Anglii zawsze pochodzili z sfer srednich
(arystokraci nie zostawali adwokatami).

Szacunek dla sedziow jest jednoczesnie tradycja i zywa instytucja prawa a
nie pozostaloscia feudalizmu (jak np. wspomniane noszenie peruk).

 Sedzia
:jest takim samym czlowiekim jak kazdy inny, nie widze powodu zeby go
:traktowac lepiej niz dajmy na to motorniczego czy dyrektora
:przedsiebiorstwa.
:Oczywiscie grozby pod adresem sadu powinny byc scigane surow, ale w ramach
:normalnego postepowani

Sedzia jest reprezentantem prawa kraju. Sedziowie sie nalezy szacunek nie
dlatego iz jest to osoba wybitnie wyksztalcona, ale dlatego iz jest on
ucielesnionym prawem kraju.Szacunek dla sedziow powinno byc chronione ze
wzgledu:
a) wspomniany szacunek dla prawa panstwa
b) porzadku na sali rozpraw.

:
::orzeczone bez zadnego postepowania, brak mozliwosci odwolania, wysokie
:kary)
:
:~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
:To jest zaleta?????
:To jest ponizej wszelkiej krytyki.
:Sam wspomniales o uchybieniach procesowych =wskazuje to na niedouczenie
:sadu. Taki moze byc panem mojego zycia i smierci?

O to chodzi iz uchybenia procesowe nie zachodza. Obraza sadu jest zawsze
sprawa oczywista. Jest to surowy ale sprawiedliwy system.

:
::Aby polski system postepowania sadowego ulegl przyspieszeniu nie trzeba
::wcale wiecej sedziow. Jest to rozwiazanie ekstensywne typu "Nasze plony
nie
::utrzymuje naszej ludnosci, wiec rozszerzymy uprawy na Sybir". Rozwiazania
::ekstensywne nigdy nie sa lepsze niz intensywne.
:                    ~~~~
:Nigdy nie pisz nigdy :)
:Sedziow ewidentnie mamy za malo. Jezeli sprawa ma 20 tomow akt (wiekszosc
:nie ma to prawda), to trudno zeby sedzia prowadzil 5 czy 10 takich spraw.
:Albo kolejny zator - sedziowie sa konieczny w postepowaniach nieprocesowych
:. Albo trzeba je przekazac do innych urzednikow sadowych, albo dolozyc
:sedziow (wpis do ksiegi wieczystej - do 2 lat, po powodzi we Wroclawiu)

Albo trzeba tak przygotowac sprawe aby nie bylo 20 tomow akt w miare
mozliwosci. Zgadzam sie iz niektore sprawy wymagaja wiekszej ilosci sedziow.
Ale jak wspomniales, wiekszosc spraw nie jest tak zawilych, zator jest
spowodowany mniej skomplikowanymi sprawami.

O co dotyczy ksieg wieczystych, rejestrow handlowych i innych spraw
wymagajacych obecnie nadzoru sedziow (zgadzam sie, na te sprawy jest za malo
sedziow) to tymi sprawami rownie dobrze moga sie zajac odpowiedni
wyksztalceni absolwenci prawa. Wymagaloby to oczywiscie zmiany porzadku
prawnego ale...

::Moim zdaniem lepiej byloby:
::a) wybierac sedziow tylko z adwokatow, radcow i innych praktykow prawnych
:Uwaga jak wyzej, generallnie sluszna, tyle ze prowadzilaby do zbytniej
:instrumentalizacji prawa (a podejrzewam tez i spora kazuistyke w orzekaniu
:takich sedziow)
:
::b) zreformowac czesciowo kodeksy postepowan
::c) zorganizowac lepsze zaplecze techniczne sadow
::d) przyspieszyc prace sadow nizszego szczebla.
:
:c)d) - truizmy. oczywiscie ze tak
:
:co do b) -tez jak najbardziej - chorych podejrzanych przywozic na sale -
:zadnych zwolnien lekarskich, rezygnacja z wymogu obecnosci wszystkich
:oskarzonych itd.
:
:
::Dustin
:
:
:Mam nadzieje ze bedziesz adwokatem (jak dobrym, to sam Cie wynajme, jak
mnie
:bedzie stac ) albo prokuratorem , a nie sedzia...

Thanx.

Dustin

W środe, 25 X 2000r o 17:58,

On 25 Oct 2000 13:04:19 GMT, citizen Grzegorz Król testified:
| We wtorek, 24 X 2000r o 19:08,

| On 24 Oct 2000 05:43:34 GMT, citizen Grzegorz Król testified:



[elektroniczne dokumenty w sądzie]

| 2°  Jest  troche inna sytuacja gdy klientami są praktycznie tylko
| firmy a obieg dokumentów jest jednostronny (tzn. ZUS tylko kolek­
| cjonuje  dokumenty).  W  sądzie  musisz  zarówno przyjmować jak i
| wydawać dokumenty (ot choćby wezwanie do sądu  -  specjalny  druk

| twierdzenie. Skanować czy zmusić wszystkich do zakładania kont e-
| mail?).
   Na emaile odpowiadać emaile (jeśli można z formalnego
punktu), na papier papierem.



I  zrobi  się  bajzel  bo część będzie papierowa a część w formie
elektronicznej.

|  Musisz  też  udostępnić  akta  stronom, w zasadzie żaden
| kłopot - wystarczy terminal, ale nie  możesz  zakładać  że  osoba
| która  przyjdzie będzie umiała to obsługiwać. Dodatkowy pracownik
| do instruowania?
   Można drukować na wyraźne żądanie którejś ze stron. Poza tym,
IIRC, umieszczenie czegoś w Internecie spełnia formalne wymogi



Chyba  nie,  musi  być  odpowiedni  zasięg  (a  internet tego nie
spełnia). Ponadto nie o to chodzi. Strona ma prawo zapoznać się z
aktami (np. oskarżony aby przygotować się do rozprawy). Jeśli nie
będzie odpowiednich środków aby to zapewnić  to  nie  ma  mowy  o
wprowadzeniu  tego  (pomysł  z drukowaniem np. 40 tomów akt [duża
sprawa karna] jest MSZ głupi)

| 3°  Jak pokazują przykłady innych firm współistnienie papierowych
| i elektronicznych dokumentów zwiększa ilość tych pierwszych.
   Jak pokazują doświadczenia zachodnich (i nie tylko) koncernów,
elektroniczny obieg dokumentów to ogromne oszczędności i większa
efektywność.  



Oczywiście,  ale  tylko  wtedy gdy ograniczy się ilość papieru do
minimum. Na dzień dzisiejszy w sądach jest to postulat niemożliwy
do spełnienia.

| To nie o to chodzi. To rozwiązuje tylko problem wykorzystania do­
| kumentów elektroniczych tak by były respektowane przez prawo.
|    A coż więcej potrzeba. Teraz wystarczy, żeby np. pisma
| do sądów można było słać emailem..

| Teoretycznie  już  możesz (wspomniana obok przezemnie nowelizacja
| KPC) tylko co dalej?
   Nic, bo nikomu w sądach na tym nie zależy.



Raczej jest to tak trudny logistycznie problem że nikt nie ma po­
mysłu jak go ugryść.

| Jak podłączać dądy do sieci (dodatkowy  etat
| dla  administratora,  koszty  łącz),
   IIRC, przeciętne odszkodowanie za przewlekłość postępowania jest
rzędu kilkunastu-kilkudziesięcu tysięcy złotych.



No i co z tego? Myślisz że tylko poprzez zmiane papier-komputery
coś zmienisz? Zresztą jak już pisałem  przewlekłość  postępowania
to głównie warszawski problem.

| co  robić  gdy  jedna firma
| prześle elektroniczne (np. PKP sprawy o jazde na gape - zazwyczaj
| przysyłają  paczke po kilkaset sztuk) a druga nie musi nawet wie­
| dzieć co to komputer?
   drukarka nie kosztuje dużo. drukowanie na leserówce IIRC taniej
niż xero.



Nie  byłbym  tego taki pewny. Zresztą problemem jest właśnie mie­
szanie tych dokumentów a nie konieczność wydrukowania paru sztuk.

| Nic nie mówi np. o tym jak przekazać wyrok Janowi Kowalskiemu
|    Bo o tym mówią raczej przepisy wykonawcze KPK czy coś tam,
| a nie ustawa o podpisie elektronicznym. Zresztą email i tak by się
| słabo nadawał.  
| No właśnie, podpis elektroniczny niczego tu nie zalatwia.
   W tym konkretnym przypadku niewiele, to fakt. Ale są spawy, w
których dużo.



Oczywiście,  tylko my o czym innym dyskutujemy. Podpis elektroni­
czy jest warunkiem koniecznym ale niewystarczającym.

|    Jeśli w wielu okolicznościach wystarczy potwierdzona
| notarialnie kopia ksero, to równie dobrze może wystarczyć skan
| potwierdzony elektronicznym podpisem notariusza/innej osoby uprawnionej.
| A skaner kosztuje 300zł.

| Nie zawsze wystarcza. Lepiej by urzędy wydawały odpowiednie doku­
| menty jako np. XML
   _Nowe_ tak. Ale co ze starymi dokumentami, które już masz?



Chyba zadałem Ci takie samo pytanie. Nie ma sensu budować systemu
w którym zakłada się że petentczęść sokumentów przyniesie na dys­
kietce a część na papierze (patrz uwaga ogólna o bajzlu).

| (używanie zeskanowanych dokumentów  uważam  za
| bardzo  głupi  pomysł).
   Jak już pisałem, istotnej różnicy w stosunku do xero nie ma.



Miałem  na  myśli wydawanie starych dokumentów np. z urzędów. Wy­
dadzą ci odpis z którym możesz iść bezpośrednio do sądu, a tak to
trzeba kompinować.

Grzesiek

On 26 Oct 2000 16:31:32 GMT, citizen Grzegorz Król testified:
|        Na emaile odpowiadać emaile (jeśli można z formalnego
| punktu), na papier papierem.

I  zrobi  się  bajzel  bo część będzie papierowa a część w formie
elektronicznej.



A chciałbyś tak z dnia na dzień przejść z papieru na postać cyfrową?
Zapomnij.

|  Musisz  też  udostępnić  akta  stronom, w zasadzie żaden
| kłopot - wystarczy terminal, ale nie  możesz  zakładać  że  osoba
| która  przyjdzie będzie umiała to obsługiwać. Dodatkowy pracownik
| do instruowania?
|        Można drukować na wyraźne żądanie którejś ze stron. Poza tym,
| IIRC, umieszczenie czegoś w Internecie spełnia formalne wymogi

Chyba  nie,  musi  być  odpowiedni  zasięg  (a  internet tego nie
spełnia).



        Ogólnopolskie gazety mają podobny..

Ponadto nie o to chodzi. Strona ma prawo zapoznać się z
aktami (np. oskarżony aby przygotować się do rozprawy). Jeśli nie
będzie odpowiednich środków aby to zapewnić  to  nie  ma  mowy  o
wprowadzeniu  tego  
(pomysł  z drukowaniem np. 40 tomów akt [duża
sprawa karna] jest MSZ głupi)



        IIRC, z drobne $100000 można kupić maszynę, która te 40 tomów akt
wydrukuje i zbinduje Ci w 5 minut. Przyzwoite kancelarie prawnicze takie
mają. Poza tym, nie sądzę, żebyby w typowej sprawie potrzebne było 40
tomów akt. Choć wyraźnie widać, że polski wymiar sprawiedliwości w tym
przypadku wyraźnie stawia na ilość nie jakość.

| 3°  Jak pokazują przykłady innych firm współistnienie papierowych
| i elektronicznych dokumentów zwiększa ilość tych pierwszych.
|        Jak pokazują doświadczenia zachodnich (i nie tylko) koncernów,
| elektroniczny obieg dokumentów to ogromne oszczędności i większa
| efektywność.  
Oczywiście,  ale  tylko  wtedy gdy ograniczy się ilość papieru do
minimum. Na dzień dzisiejszy w sądach jest to postulat niemożliwy
do spełnienia.



        Na dzień dziesiejszy, można użnać, że sądy praktycznie nie istnieją,
jeśli najprostsza sprawa ciągnie się przez 5 lat.

| Teoretycznie  już  możesz (wspomniana obok przezemnie nowelizacja
| KPC) tylko co dalej?
|        Nic, bo nikomu w sądach na tym nie zależy.
Raczej jest to tak trudny logistycznie problem że nikt nie ma po­
mysłu jak go ugryść.



        Bo zajmują się tym politycy. Oni jak wiadomo zbyt rozgarnięci
nie są a już napewno nie zleży im na dobrej pracy sądów. A już na pewno
nie na tyle, żeby zlecić wykonanie ekspertyzy profesionalistom, a nie
swoim kolesiom.

| Jak podłączać dądy do sieci (dodatkowy  etat
| dla  administratora,  koszty  łącz),
|        IIRC, przeciętne odszkodowanie za przewlekłość postępowania jest
| rzędu kilkunastu-kilkudziesięcu tysięcy złotych.
No i co z tego? Myślisz że tylko poprzez zmiane papier-komputery
coś zmienisz?



        Nie, trzeba by na zbity pysk wyrzucić wszystkich pracowników
tak zwanego wymiaru sprawiedliwości i zatrudnić takich, którym będzie
zależało na sprawnym funkcjonowaniu sąd. Niestety, to postulat nierealny.

Zresztą jak już pisałem  przewlekłość  postępowania
to głównie warszawski problem.



        A gdzie swoje siedziby ma większość firm?

| co  robić  gdy  jedna firma
| prześle elektroniczne (np. PKP sprawy o jazde na gape - zazwyczaj
| przysyłają  paczke po kilkaset sztuk) a druga nie musi nawet wie­
| dzieć co to komputer?
|        drukarka nie kosztuje dużo. drukowanie na leserówce IIRC taniej
| niż xero.
Nie  byłbym  tego taki pewny. Zresztą problemem jest właśnie mie­
szanie tych dokumentów a nie konieczność wydrukowania paru sztuk.



        W związku z tym w polskich sądach do końca świata będzie
obowiązywać papier.

| | Nic nie mówi np. o tym jak przekazać wyrok Janowi Kowalskiemu
|        Bo o tym mówią raczej przepisy wykonawcze KPK czy coś tam,
| a nie ustawa o podpisie elektronicznym. Zresztą email i tak by się
| słabo nadawał.  
| No właśnie, podpis elektroniczny niczego tu nie zalatwia.
|        W tym konkretnym przypadku niewiele, to fakt. Ale są spawy, w
| których dużo.
Oczywiście,  tylko my o czym innym dyskutujemy. Podpis elektroni­
czy jest warunkiem koniecznym ale niewystarczającym.



        Tak, potrzeba też chęci i środków. Natomiast przeszkód formalnych
MSZ zbyt dużo nie ma.

| Nie zawsze wystarcza. Lepiej by urzędy wydawały odpowiednie doku­
| menty jako np. XML
|        _Nowe_ tak. Ale co ze starymi dokumentami, które już masz?
Chyba zadałem Ci takie samo pytanie. Nie ma sensu budować systemu
w którym zakłada się że petentczęść sokumentów przyniesie na dys­
kietce a część na papierze (patrz uwaga ogólna o bajzlu).



        Nie widzę możliwości przejścia na dokumenty elektroniczne bez
okresu przejściowego, kiedy będą obowiązywać równolegle z papierowymi.
To po prostu nierealne.

| (używanie zeskanowanych dokumentów  uważam  za
| bardzo  głupi  pomysł).
|        Jak już pisałem, istotnej różnicy w stosunku do xero nie ma.
Miałem  na  myśli wydawanie starych dokumentów np. z urzędów. Wy­
dadzą ci odpis z którym możesz iść bezpośrednio do sądu, a tak to
trzeba kompinować.



        Jeśli sąd będzie zarówno w postaci papierowej jak i elektronicznej
to nie ma problemu..

bart

W piątek, 27 X 2000r o 19:00,

On 26 Oct 2000 16:31:32 GMT, citizen Grzegorz Król testified:
|    Na emaile odpowiadać emaile (jeśli można z formalnego
| punktu), na papier papierem.

| I  zrobi  się  bajzel  bo część będzie papierowa a część w formie
| elektronicznej.
A chciałbyś tak z dnia na dzień przejść z papieru na postać cyfrową?
Zapomnij.



Nie,  chciałbym  jakiś konkretny plan a nie prowizorke (bo ta jak
wiadomo trwa latami).

|    Można drukować na wyraźne żądanie którejś ze stron. Poza tym,
| IIRC, umieszczenie czegoś w Internecie spełnia formalne wymogi

| Chyba  nie,  musi  być  odpowiedni  zasięg  (a  internet tego nie
| spełnia).
   Ogólnopolskie gazety mają podobny..



Nie  chce  się spierać gdyż nie znam dokładnych danych ale wydaje
mi się że się mylisz.

| Ponadto nie o to chodzi. Strona ma prawo zapoznać się z
| aktami (np. oskarżony aby przygotować się do rozprawy). Jeśli nie
| będzie odpowiednich środków aby to zapewnić  to  nie  ma  mowy  o
| wprowadzeniu  tego  

| (pomysł  z drukowaniem np. 40 tomów akt [duża
| sprawa karna] jest MSZ głupi)
   IIRC, z drobne $100000 można kupić maszynę, która te 40 tomów akt
wydrukuje i zbinduje Ci w 5 minut. Przyzwoite kancelarie prawnicze takie
mają.



Tylko po co? Powinno być jak najmniej przejść między formatami.

Poza tym, nie sądzę, żebyby w typowej sprawie potrzebne było 40
tomów akt.



Owszem, to raczej większa sprawa.

Choć wyraźnie widać, że polski wymiar sprawiedliwości w tym
przypadku wyraźnie stawia na ilość nie jakość.



Co ma  do tego sąd? To strona zgłasza wnioski (świadkowie, opinie
biegłych...)

| 3°  Jak pokazują przykłady innych firm współistnienie papierowych
| i elektronicznych dokumentów zwiększa ilość tych pierwszych.
|    Jak pokazują doświadczenia zachodnich (i nie tylko) koncernów,
| elektroniczny obieg dokumentów to ogromne oszczędności i większa
| efektywność.  

| Oczywiście,  ale  tylko  wtedy gdy ograniczy się ilość papieru do
| minimum. Na dzień dzisiejszy w sądach jest to postulat niemożliwy
| do spełnienia.
   Na dzień dziesiejszy, można użnać, że sądy praktycznie nie istnieją,
jeśli najprostsza sprawa ciągnie się przez 5 lat.



Bredzisz. Średni czas to ok. 3-6 miesięcy.

| Jak podłączać dądy do sieci (dodatkowy  etat
| dla  administratora,  koszty  łącz),
|    IIRC, przeciętne odszkodowanie za przewlekłość postępowania jest
| rzędu kilkunastu-kilkudziesięcu tysięcy złotych.

| No i co z tego? Myślisz że tylko poprzez zmiane papier-komputery
| coś zmienisz?
   Nie, trzeba by na zbity pysk wyrzucić wszystkich pracowników
tak zwanego wymiaru sprawiedliwości i zatrudnić takich, którym będzie
zależało na sprawnym funkcjonowaniu sąd. Niestety, to postulat nierealny.



Bredzisz.

| Zresztą jak już pisałem  przewlekłość  postępowania
| to głównie warszawski problem.
   A gdzie swoje siedziby ma większość firm?



A co to kogo obchodzi? Największy wpływ (ilość nowych spraw) jest
w okręgu katowickim (po reformie administracyjnej, która w  sądo­
wnictwi  jeszcze się nie odbyła, mogą to być zarówno Katowice jak
i Kraków).

| co  robić  gdy  jedna firma
| prześle elektroniczne (np. PKP sprawy o jazde na gape - zazwyczaj
| przysyłają  paczke po kilkaset sztuk) a druga nie musi nawet wie­
| dzieć co to komputer?
|    drukarka nie kosztuje dużo. drukowanie na leserówce IIRC taniej
| niż xero.
| Nie  byłbym  tego taki pewny. Zresztą problemem jest właśnie mie­
| szanie tych dokumentów a nie konieczność wydrukowania paru sztuk.
   W związku z tym w polskich sądach do końca świata będzie
obowiązywać papier.



Ja  się zastanawiam czy w jakimkolwiek kraju da się w najbliższej
przyszłości wprowadzić w pełni elektroniczny obieg  dokumentów  w
sądownictwie.

| | Nic nie mówi np. o tym jak przekazać wyrok Janowi Kowalskiemu
| |    Bo o tym mówią raczej przepisy wykonawcze KPK czy coś tam,
| | a nie ustawa o podpisie elektronicznym. Zresztą email i tak by się
| | słabo nadawał.  
| No właśnie, podpis elektroniczny niczego tu nie zalatwia.
|    W tym konkretnym przypadku niewiele, to fakt. Ale są spawy, w
| których dużo.
| Oczywiście,  tylko my o czym innym dyskutujemy. Podpis elektroni­
| czy jest warunkiem koniecznym ale niewystarczającym.
   Tak, potrzeba też chęci i środków. Natomiast przeszkód formalnych
MSZ zbyt dużo nie ma.



Cały  czas staram ci się pokazać że jest to niezwykle trudna ope­
racja.

| Nie zawsze wystarcza. Lepiej by urzędy wydawały odpowiednie doku­
| menty jako np. XML
|    _Nowe_ tak. Ale co ze starymi dokumentami, które już masz?
| Chyba zadałem Ci takie samo pytanie. Nie ma sensu budować systemu
| w którym zakłada się że petentczęść sokumentów przyniesie na dys­
| kietce a część na papierze (patrz uwaga ogólna o bajzlu).
   Nie widzę możliwości przejścia na dokumenty elektroniczne bez
okresu przejściowego, kiedy będą obowiązywać równolegle z papierowymi.
To po prostu nierealne.



Wiem,  nie  chce  tylko by już na wejściu było założenie 'starych
dokumentów nie ruszamy'. Może po prostu ograniczyć się  tylko  do
dostarczania  elektronicznych  dokumentów (kto ma taką możliwość)
poczym drukować i operować tylko papierową wersją?

Grzesiek

pozwolę się nie zgodzić Glino bo nawet wśród sędziów, prokuratorów i policjantów trafiają się "czarne owce"-naprawdę dałbyś głowę za każdego biegłego...?
ponadto sam fakt możliwości zaistnienia innej ( prawdopodobnej ) wersji zdarzeń korzystnej dla oskarżonego, której nie można wykluczyć obliguje sąd w związku z treścią art.5&2 kpk do jego uniewinnienia
na koniec trochę materiału:
1. http://www.crn.pl/archiwu...tykul&kod=27206
2. http://www.mediarecovery.pl/content/view/28/
3.
"(Od)biegli od prawdy"

W Polsce to nie sąd decyduje o winie oskarżonych. Mało ważne są nawet dowody prokuratorów i adwokatów. O losach ofiar i oprawców decydują w Polsce biegli - ludzie, którzy często nie mają zielonego pojęcia o tym, co robią.

Andrzej Bocianowski mieszka w dużym, cichym domu pod Wolbromiem, czterdzieści kilometrów od Krakowa. - Dom zrobił się cichy, odkąd zabrakło w nim mojej żony - wyjaśnia mężczyzna. Dwa lata temu dwudziestoletni pijany kierowca wbił się w samochód Bocianowskiego. Bocianowski przeżył wypadek. Jego żona nie.

Cena kompromitacji

Zrobiło się śmiesznie i strasznie. Odkąd sławą okryła się Jadwiga M. - w czasach Polski Ludowej kierowniczka w zakładach ciastkarskich, a dziś biegła sądowa w dziedzinie księgowości. Dokładniej biegła rewident, która nie potrafi lub udaje, że nie potrafi dodawać i odejmować. I zamienia w farsę proces przeciw Grzegorzowi Wieczerzakowi, byłemu prezesowi PZU Życie. Przed zdumionym sądem straty, na jakie Wieczerzak miał narazić PZU, zawyża o 14,5 miliona złotych, a za chwilę - o kolejne 20 milionów. Na własną rękę ustala kurs dolara i nie bardzo wie, czym różni się pożyczka od kredytu. Teraz proces grozi Jadwidze M. Podejrzewa się ją nie tylko o brak kompetencji, ale również o plagiat innego raportu. Coraz częściej mówi się też o tym, że biegła powiązana była finansowo z samym Wieczerzakiem. - Z pewnością były powody, dla których za cenę własnej kompromitacji księgowa postanowiła skompromitować także prokuraturę i sąd - zauważa z przekąsem pewien warszawski prokurator. - No cóż, poprawiając tym samym humor i pewność siebie oskarżonego.

Ale to nie koniec groteskowej epopei o polskich biegłych. W chwilę później za kratki trafia Andrzej S. Psycholog podejrzany o pedofilię, który przez lata wydawał dla sądów opinie o... pedofilach. - Czy wymiar sprawiedliwości mógł podejrzewać o niecne zamiary wybitnego specjalistę, który długo cieszył się powszechnym uznaniem - pyta retorycznie Wojciech Miłoszewski, szef Prokuratury Apelacyjnej w Krakowie. - Oczywiście, że nie. Przecież znalazł się na liście, sporządzonej przez najwyższą instancję, przez sąd. Już to, zasadniczo, powinno dawać gwarancję, że mamy do czynienia z uczciwym fachowcem.

Według Miłoszewskiego, gdyby prokuratorzy myśleli inaczej, musieliby, przy każdej prowadzonej przez siebie sprawie, prowadzić równoległe śledztwo dotyczące samych biegłych. - A to zakrawałoby przecież na absurd! - zauważa rzecznik prokuratury. Ale absurdów w polskim sądownictwie jest wiele. M.in. dlatego, że wiele mają do powiedzenia biegli. To właśnie oni kilka miesięcy temu zadecydowali, że proces oskarżonego o pedofilię Wojciecha K., byłego dyrygenta Polskich Słowików, powinien zostać przerwany. Powód - fatalny stan zdrowia K. (konieczność usunięcia guza mózgu). Jakież było zdziwienie sądu, gdy okazało się, że tuż po wydaniu tak dramatycznej opinii były dyrygent opuścił szpital. Ostatecznie proces wznowiono, a biegłymi lekarzami zainteresowała się prokuratura.

To wszystko?

Nie. W połowie czerwca na ławie oskarżonych przed sądem w Łodzi zasiada czterech lekarzy: w tym biegli psychiatrzy i ortopedzi. To dzięki nim wielokrotnemu zabójcy i szefowi gangu, specjalizującego się w napadach na TIR-y Markowi P. z powodu m.in. ściągniętej z sufitu kolki nerwowej i złamania nogi, wyłącznie na papierze, przez kilka lat udaje się uniknąć więzienia.

Andrzej Bocianowski spod Wolbromia nie może otrząsnąć się z szoku po śmierci żony. Nadal nie może też zrozumieć, dlaczego pijany kierowca, który zabił jego kobietę, cieszy się wolnością. I wciąż nie może pojąć, dlaczego - wbrew faktom - to jego, ofiarę pijaka za kierownicą, prokuratura w Krakowie oskarżyła o spowodowanie wypadku. Pomóc w tym miało prokuraturze dwóch biegłych, specjalistów od kolizji drogowych.

Metoda MAHW

Zdarza się czasem, że biegli miewają pecha. Za pechowca uważa się zapewne biegły psychiatra Henryk W. z Chrzanowa, który wsławił się tym, że za grube łapówki wykrywał u skorumpowanych policjantów depresje i nerwice, jako jedyny w regionie decydował też o tym, czy zabójca powinien przesiedzieć w więzieniu resztę życia, czy też oglądać świat z okien psychiatryka.

Kłopoty z prawem ma również biegły Arkadiusz S. Jego ekpertyza wykonana kilka lat temu na zlecenie warszawskiego sądu była jednoznaczna. Tak, oskarżona Manuela M. jest fałszerzem. Dwa lata temu S. przeanalizował pismo na czekach i oświadczył, że jego żmudne i oparte na najnowszej metodzie matematycznej badanie nie pozostawia złudzeń. - Metoda - wyjaśnił biegły - nazywa się MAHW i stosowana jest powszechnie przez FBI.

Gdyby nie podejrzliwość obrońcy Manueli M. Arkadiusz S. do dziś zapewne cieszyłby się opinią wybitnego pismoznawcy. Dociekliwy mecenas postanowił jednak na własną rękę sprawdzić kompetencje biegłego. Wnioski były piorunujące. To Arkadiusz S. okazał się fałszerzem, chętnie posługiwał się sfałszowaną pieczątką Polskiego Towarzystwa Kryminalistycznego. A metoda MAHW rodem z FBI" Zapewne przyśniła się wcześniej przebiegłemu biegłemu.

Profesor Jan Widacki, wybitny kryminolog i wzięty obrońca w sprawach karnych, o biegłych sądowych nie ma najlepszego zdania. - Na listach biegłych ze świecą szukać wybitnych ekspertów. Zdarza się nawet, że poważne analizy powierza się ludziom, zupełnie do nich nie przygotowanym. Zauważyłem, że wystarczy mieć skończony wydział lekarski, by stać się dla sądu fachowcem od skomplikowanych problemów medycznych - wyjaśnia. - Tym bardziej dziwi mnie, że polscy sędziowie są wobec biegłych tak bezkrytyczni. A biegli mówią czasem mądre rzeczy, a czasem plotą zupełne banialuki.

Opinie Tadeusza S. i Józefa S., niezależnych biegłych sądowych w sprawie Andrzeja Bocianowskiego, były jednoznaczne. To Bocianowski zjechał na przeciwny pas jezdni i uderzył w samochód jadący z naprzeciwka. Nie miało znaczenia dla biegłych, że po przeciwnej stronie jechał człowiek, u którego stwierdzono dwa promile alkoholu we krwi. I któremu wielokrotnie odbierano za to prawo jazdy.

Laboratorium albo biuro Sędzia Andrzej Almert, rzecznik Sądu Okręgowego w Krakowie, przyznaje, że polskiemu wymiarowi sprawiedliwości nie udało się dotąd wypracować sensownego systemu weryfikacji biegłych. - Zasadniczo ekspertem sądowym powinien być specjalista, który dzięki swojemu wykształceniu, doświadczeniu i pozycji zawodowej znalazł się na liście fachowców, którzy służą wymiarowi sprawiedliwości wiedzą, niedostępną zwykłemu obywatelowi - wyjaśnia.

- To teoria. Z praktyką, niestety, bywa różnie. W ciągu zaledwie roku prezes Sądu Okręgowego w Krakowie skreślił z listy biegłych prawie sto nazwisk. Z listy zniknęli ci, którzy sami stanęli przed sądem, albo byli zbyt opieszali w wydawaniu ekspertyz. Ale w większości przypadków biegli przestali być biegłymi nie ze względu na dociekliwość sądu, ale z powodu skarg obywateli. - Problem w tym, że biegłych jest zwyczajnie za dużo, by każdemu z nich bacznie się przypatrywać! Opieramy się na dokumentach. Jeśli wynika z nich, że mamy do czynienia z fachowcem, który skończył szacowną uczelnię, ma tytuł doktora, jest autorem wielu publikacji i nikt się na niego nie skarży, to musimy wierzyć papierom i biegłemu na słowo - tłumaczy Almert.

Tyle tylko, że tytuły, uczelnie, publikacje, wreszcie instytucje, które stoją za biegłymi, wcale nie muszą być szacowne, a jedynie mogą takowe udawać. Wystarczy, by biegły (a częściej jego żona lub znajomy) założył prywatną firmę i nadał jej odpowiednią nazwę. Dobrze brzmi "Laboratorium Kryminalistyczne" albo "Centrum Ekspertyz". Teraz wystarczy dogadać się np. z zaprzyjaźnionymi policjantami, którzy po godzinach wykonają analizy w laboratoriach policyjnych, a pod którymi podpisze się później "Biuro śladów" z siedzibą w garażu. Sukces murowany - pod warunkiem, że eksperci z biura nie zaczną nagle windować cen. Aleksander Głazek, dyrektor Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie przyznaje bez ogródek, że za takimi "instytucjami" stoją m.in. jego byli pracownicy. Także ci, którzy nie zdali wewnętrznego, trudnego egzaminu na biegłych. Dyrektor Głazek jest zdecydowanym zwolennikiem zmian w polskim prawie. Jest za tym, by w nowej ustawie biegłymi zajmowały się samorządy zawodowe, lub w przypadku ich braku towarzystwa naukowe. To samorząd opiniowałby - dobrze lub źle - kompetencje specjalisty, starającego się o wpisanie na listę w sądzie. - Samorząd oceniałby również, czy tytuły i publikacje biegłego to rzeczywisty, istotny naukowo dorobek biegłego, czy są to tylko baśnie z tysiąca i jednej nocy - mówi Głazek.

Problem jedynie w tym, że projekt ustawy, o konieczności której grzmią prawnicy już od kilku lat, utknął na dobre w szufladach biurek ministra sprawiedliwości. - Nadal jesteśmy na etapie przygotowawczym - przyznaje Barbara Mękosa-Stępkowska, szefowa biura prasowego w ministerstwie. I rzeczniczka nie potrafi podać ani podstawowych zmian w prawie dotyczących biegłych ani terminu ukończenia projektu. - Z tego, co wiem, uwagi większości niezależnych specjalistów, w tym również tych z Instytutu Ekpertyz Sądowych, raczej nie będą brane pod uwagę - dodaje pracownik ministerstwa, proszący o anonimowość.

Jak dotąd nikt nie pokusił się także o stworzenie "czarnej listy" biegłych. Dlatego też sąd w Krakowie nie ma zazwyczaj zielonego pojęcia, że przeciwko biegłemu, który znalazł się na jego liście, toczy się sprawa, np. o nadużycia finansowe przed sądem w Gdańsku. Dlatego sąd w Warszawie nie wiedział nic, że przeciw Arkadiuszowi S., specjaliście od fałszowanych czeków, prokuratura wszczęła postępowanie, bo biegły chciał pobić pewnego prokuratora, gdy ten postanowił przyjrzeć się jego pieczątce. S. występował przed sądem jako biegły, za którym stoi instytucja - Centralne Biuro Śladów. W rzeczywistości biuro-widmo.

Na wniosek adwokata Andrzeja Bocianowskiego spod Wolbromia sąd w Krakowie zdecydował się zlecić kolejną analizę przebiegu wypadku biegłemu z Instytutu Ekspertyz Sądowych. - Jego opinia była jednoznaczna - wyjaśnia Bocianowski. - Nie było mowy o mojej winie. Sprawcą wypadku był pijany kierowca. W lipcu 2004 roku Sąd Okręgowy w Krakowie zwrócił sprawę sądowi niższej instancji do ponownego jej rozpatrzenia.

Specjalista od telepatii

Na listach sądowych wpisanych jest dziś 16 tysięcy biegłych. Na ich ekspertyzy państwo wydaje rocznie prawie ponad półtora miliona złotych. Wydaje także zapewne na ekspertyzy radiestety i różdżkarza Stefana Jerzego Siudalskiego, który oferuje również usługi z dziedziny... telepatii.

W sądach w cenie są ci, którzy nie mają zbyt wygórowanych żądań finansowych, zadowalają się stawką 30 złotych za godzinę. Sądy stawiają bowiem na biegłych tanich i szybkich. I tych, którzy chętnie wystawiają jednoznaczne opinie. - Nie ma nic gorszego dla polskiego sądu niż ekspertyza, w której jest więcej pytań niż odpowiedzi. Takich biegłych nie lubi się, bo tylko komplikują sprawę - zapewnia Katarzyna, ekspert sądowy w sprawach majątkowych.

Biegli tani i bezproblemowi to ci, którzy mają niewiele zleceń, co oznacza, że opinie wydają w krótkim czasie. Dla porównania - na opinię od zawalonych pracą specjalistów z Instytutu Ekspertyz Sądowych w Krakowie trzeba często czekać tygodniami, czasem miesiącami. - Przyjmujemy jedynie najbardziej skomplikowane sprawy, takie, w których dotychczasowe opinie biegłych niewiele dały - mówi doktor Jan Unarski, kierownik Zakładu Badania Wypadków Drogowych w krakowskim IES. W maleńkich pokojach eksperci od wypadków krok po kroku próbują zrekonstruować przebieg wydarzeń na drodze. Badają ślady zabezpieczone przez policję, przyglądają się uważnie zdjęciom, analizują zeznania świadków, wertują tomy akt sądowych. Nie śpieszą się. - Za każdym razem wracamy na miejsce zdarzenia - przyznaje doktor Unarski. - Co do centymetra mierzymy wielkość pobocza, kąt nachylenia jezdni, specyficzne warunki, które mogły się przyczynić do wypadku.

Dane wprowadzane są do komputera, za pomocą opracowanego w instytucie programu powstaje symulacja wypadku. - Technika jest jednak tylko pomocnym narzędziem, czymś w rodzaju kalkulatora, który oblicza parametry - wyjaśnia szef zakładu. - Ale najważniejsza jest logika myślenia. A tej czasem brakuje mniej doświadczonym biegłym. W zakładzie Unarskiego nikt nie porywa się na wydawanie pochopnych wniosków. Każdą ekspertyzę poprzedza burza mózgów, rodzaj konsylium, w którym uczestniczy wielu fachowców. Czasem w wydaniu ostatecznego werdyktu pomagają eksperci z innych dziedzin, których w instytucie można spotkać za ścianą. - Ślęczymy godzinami nad jedną sprawą, za zamkniętymi drzwiami, daleko od adwokatów, prokuratorów i sędziów. Jesteśmy bardzo ostrożni w wydawaniu sądów, bo zbyt łatwo dziś można oskarżyć niewinnego człowieka - dodaje Unarski.

Nieoficjalnie w polskich sądach panuje pogląd, że najprościej jest, dla ułatwienia sobie sprawy, zlecić ekspertyzę pierwszej lepszej osobie z listy. Krakowskim środowiskiem medycznym wstrząsnęła historia z biegłym anestezjologiem w tle. Sąd poprosił anestezjologa... o wykonanie sekcji zwłok zamordowanego mężczyzny. Podejrzewano, że człowiek został zabity siekierą, na jego głowie znaleziono liczne rany. Anestezjolog, czyli zasadniczo specjalista od uśmierzania bólu, głowił się, ale nic nie wymyślił. W końcu własnoręcznie odciął denatowi głowę i w wiaderku, za pośrednictwem pracownika firmy pogrzebowej, przesłał ją do badań lekarzom sądowym. Rujnując w ten sposób szansę na poważne ekpertyzy. Ofiara była bowiem również duszona, ale po odcięciu głowy ślady duszenia bezpowrotnie zniszczono. Czy był to wyjątkowy przypadek? Nie, bo w Polsce sądowe opinie wydają po prostu "specjaliści". - Specjalista od zębów wydaje ekspertyzę o stanie pęcherza moczowego ofiary zabójstwa, a urolog wypowiada się na temat zaawansowanej próchnicy u domniemanego mordercy - zauważa z przekąsem w głosie profesor Widacki.

O braku kompetencji polskich biegłych sądowych najlepiej świadczy rozprawa habilitacyjna doktora Jerzego Kunza z Katedry Medycyny Sądowej Collegium Medicum Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kunz przyjrzał się 326 sprawom, toczącym się w latach 1995-96 przed sądami w Krakowie i Miechowie. Wyszło mu, że na 84 opinii, wydanych przez biegłych dla sądu w Miechowie, jedynie 19 (a więc mniej niż jedna czwarta) nie zawierało fałszywych wniosków. W dodatku tylko w siedmiu sprawach specjaliści zdecydowali się osobiście obejrzeć ofiarę. Kunz opisał m.in. opinię rekonstrukcyjną biegłego, który stwierdził, że czaszka mężczyzny (przez którą ewidentnie przejechał ciągnik) została zmiażdżona przez "uderzenie o twarde podłoże". - Pikanterii sprawie dodaje fakt, że wspomniana "opinia rekonstrukcyjna" wykonana została przez inżyniera, biegłego do spraw ruchu drogowego, bez jakichkolwiek konsultacji z lekarzami - napisał w rozprawie doktor Kunz.

Biegłym sądowym, którzy uznali, że Andrzej Bocianowski spod Wolbromia winny jest wypadkowi, w którym zginęła jego żona, postanowiła się dziś przypatrzyć prokuratura. Jednego z nich podejrzewa się o branie łapówek, w zamian za wydawanie opinii. Sąd w Krakowie postanowił skreślić go z listy biegłych. - To nie wróci życia mojej żonie - twierdzi Andrzej Bocianowski. - A mnie nie wróci już wiary w sprawiedliwość.

Biegli kontra biegli

O błędach biegłych pisze się dziś prace naukowe. Mniej pisze się o tych, którzy przez błędy ekspertów lub ich lenistwo stracili zdrowie i wiarę w sprawiedliwość. Pod koniec lat 90. Europejski Trybunał Praw Człowieka przyznał 15 tysięcy złotych odszkodowania od państwa polskiego Zbigniewowi M., zabójcy, który w szpitalu psychiatrycznym aż dwa lata czekał na opinię biegłych, czy jest niebezpieczny dla otoczenia. - Potrzebne są nam radykalne zmiany - zapewnia profesor Jan Widacki. - Dużo zależy także od samych sędziów i prokuratorów. Bezwględnie powinni poszerzyć swoją wiedzę, nie tylko przyrodniczą i techniczną. Przydałoby się także parę lekcji z logiki. Nie trzeba być przecież specjalistą, by dostrzec, że ekspertyza, nawet jeśli podpisał ją słynny uczony, może być całkowicie pozbawiona sensu. Co jednak zrobić, gdy opinia biegłego nawet trzyma się kupy, tylko sam biegły pozostaje w kręgu podejrzeń? Co zrobić, kiedy wszystko stało się śmieszne i straszne, bo biegła księgowa z wieloletnim stażem w jednej z największych polskich afer przerabia cudze ekspertyzy, a znany specjalista od pedofilli sam jest o nią podejrzany? Czy opinie Andrzeja S., który zadecydował zapewne o losach wielu mężczyzn, podejrzanych o niecne zamiary wobec dzieci, zostaną podważone? Już wiadomo, że o tym zadecydują inni biegli.

4.no i wrzucę kamyczek na Twoje podwórko Glino :

--------------------------------------------------------------------------------

Śledztwo umorzono, bo nie wiadomo kto zainstalował

W komputerach laboratorium kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu odnaleziono oprogramowanie "o wątpliwej legalności" (dziennikarze wprost piszą: nielegalne, chociaż to uproszczenie). Wszczęto postępowanie, które jednak umorzono, gdyż - jak czytam - "prokuratura nie ustaliła osoby, która zainstalowała pirackie oprogramowanie".

Nie widzę informacji na temat laboratorium kryminalistycznego w serwisie Policja.pl, być może jeszcze nie dodano. Notatkę na ten temat publikuje jedynie RMF, pod tytułem "Poznańscy policjanci piratami komputerowymi" (ciekawe, jaki tytuł będzie miała notatka na stronie Policji?). Z przywołanego tekstu wynika również, że sprawie przyglądali się zielonogórscy prokuratorzy, a oprogramowanie, o które chodzi, to "Microsoft Windows i Microsoft Word".

Nie przypuszczam, by Microsoft złożył wniosek o ściganie policjantów. Jakby to wyglądało? I mogłoby się położyć cieniem na dotychczasowej, dobrej współpracy... No, ale może jeśli nie będzie wiadomo kto zainstalował, to również w innych sprawach prokuratorzy będą umarzać?

Strona Komendy Wojewódzkiej Policji w Poznaniu i newsy policyjne z Poznania.

Trzeba też napisać od razu, że na stronach Policji znaleźć można takie komunikaty, które raczej dotyczą "dużej skali". Przykładem jest notatka Zabezpieczone nielegalne oprogramowanie (tu funkcjonariusze znaleźli ponad 1000 sztuk płyt CD), Zabezpieczono 1300 płyt, SOFT w warzywniaku (tu zabezpieczono 1165 płyt CD i DVD, 26 litrów alkoholu oraz 108 paczek papierosów bez znaków akcyzowych), itp.

Może też warto ocenić, czy jeden system operacyjny i jeden edytor tekstu (nie wiemy czy było więcej) można uznać z działanie o znikomej szkodliwości społecznej. Gorzej, że to w Policji (co ma wpływ na tę, społeczną szkodliwość).

przekonałem ?
wg "Życie Warszawy":
W archiwach WSI znaleziono nieznane dotąd dokumenty PRL-owskiego wywiadu dotyczące tajemniczego oddziału „Y” – dowiedziało się ŻW.

Dokumenty pozwolą na odtworzenie nazwisk osób, które pracowały w tym, owianym tajemnicą, zespole zajmującym się nielegalnymi operacjami finansowymi na Zachodzie. Jak dowiedziało się ŻW, dokumenty odnalazły się w trakcie prac związanych z likwidacją Wojskowych Służb Informacyjnych. Nie wiadomo, dlaczego wcześniej nie zostały przekazane Instytutowi Pamięci Narodowej.

Tajemniczy oddział „Y”

Oddział „Y” to jedna z najbardziej tajemniczych grup działających w ramach wojskowego wywiadu PRL. Została powołana do życia po ucieczce mjr. Jerzego Sumińskiego na Zachód w marcu 1981 roku. Był on oficerem kontrwywiadu wojskowego, delegowanym do pracy w wywiadzie przez ówczesnego szefa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych gen. Czesława Kiszczaka. Sumiński wyjechał do Stanów Zjednoczonych z paszportem dyplomatycznym w ramach misji specjalnej. Jednak gdy tylko dotarł do USA, zwrócił się o azyl polityczny. Udzielił Amerykanom wyczerpujących informacji o organizacji polskich służb specjalnych oraz rezydentach polskiego wywiadu w USA. 7 lutego 1982 r. polski sąd skazał go zaocznie na karę śmierci. Z powodu ucieczki Sumińskiego ówczesny szef wywiadu wojskowego Roman Misztal podjął decyzję o reorganizacji tej służby. W ramach zmian powstał właśnie oddział „Y”.

Wyprowadzali kasę

Oficerowie i agenci tej komórki zajmowali się tworzeniem na terenie państw zachodnich spółek, do których trafiały pieniądze wyprowadzane z Polski. Miało to z jednej strony ułatwić lokowanie w państwach zachodnich polskich szpiegów, z drugiej zaś służyć finansowaniu ich działalności ze źródeł pozabudżetowych, a więc pozostających poza kontrolą np. parlamentu. Pieniądze były wyprowadzane przez oddział „Y” m.in. z central handlu zagranicznego, biur podróży, banków, Funduszu Obsługi Zadłużenia Zagranicznego i wracały do Polski jako kapitał prywatnych spółek zagranicznych. W praktyce często trafiały na prywatne konta agentów i funkcjonariuszy wywiadu. Wiadomo, że proceder ten działał jeszcze do początku lat 90. XX wieku.

Mechanizm wyprowadzania pieniędzy m.in. przez oddział „Y” został częściowo ujawniony przez Grzegorza Żemka, głównego skazanego w aferze FOZZ, w latach 80. współpracownika wywiadu wojskowego PRL.
Jak twierdzą eksperci, odnalezione w WSI dokumenty pozwolą na ustalenie nazwisk osób biorących udział w tym procederze.

Ukryte przed IPN

To nie pierwszy przypadek odnalezienia w ostatnim czasie nieznanych materiałów WSI. Kilka dni temu Życie Warszawy ujawniło, że przy okazji likwidacji tych służb odnaleziono tysiąc tomów akt wojskowej bezpieki, które – zgodnie z przepisami – już dawno powinny trafić do Instytutu Pamięci Narodowej. Jak twierdzą eksperci, skandal może być jeszcze większy, gdyż archiwiści zdążyli przejrzeć dopiero jeden z czterech zbiorów akt WSI. Na razie nie wiadomo, czy nieprzekazanie tych zbiorów do IPN jest tylko zwykłym zaniedbaniem, czy też celowym działaniem.

Tajne z braku kadr

W momencie powołania IPN Wojskowe Służby Informacyjne powinny przekazać Instytutowi wszystkie swoje dokumenty wytworzone przed 1989 r. Dostęp do nich był jednak bardzo trudny, bo WSI utajniły całe zbiory. W efekcie wszystkie teczki pracownicy IPN mogli oglądać jedynie w obecności oficera służb. Kierownictwo WSI nie wyznaczało jednak takich osób, zasłaniając się brakami kadrowymi.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------
wg PAP:
Były szef Wojskowych Służb Informacyjnych, kontradmirał Kazimierz Głowacki, to kolejny podejrzany o korupcyjne przekroczenie obowiązków służbowych w tajnym śledztwie w sprawie nielegalnego handlu bronią w latach 90. przez członków kierownictwa WSI.
Poinformował o tym w środę mjr Ireneusz Szeląg, rzecznik prasowy prowadzącej postępowanie Wojskowej Prokuratury Okręgowej (WPO) w Warszawie. Powołując się na tajny charakter śledztwa, odmówił podania jakichkolwiek szczegółów.
Ujawnił tylko, że zarzut postawiono z artykułu kodeksu karnego, który przewiduje do 10 lat więzienia dla funkcjonariusza publicznego, który - w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej - przekracza uprawnienia lub nie dopełnia obowiązków.
W zeszłym tygodniu taki sam zarzut postawiono generałowi w stanie spoczynku Konstantemu Malejczykowi - szefowi WSI w latach 1994-96. Głowacki był jego następcą; kierował wojskowym wywiadem i kontrwywiadem w latach 1996-1997. Zarzut postawiono mu dzień po przedstawieniu zarzutu Malejczykowi.
Na koniec listopada 2005 r. WPO zapowiadała podjęcie "końcowej decyzji" w całej sprawie, ale po rozmowie z ministrem sprawiedliwości - prokuratorem generalnym Zbigniewem Ziobrą, naczelny prokurator wojskowy przedłużył je do lutego 2006 r. Z kolei w lutym przedłużono je do początków maja; w maju zaś - do sierpnia. Ostatnio śledztwo przedłużono do 4 lutego 2007 r.
O udziale WSI w handlu bronią doniosła w 2001 r. "Rzeczpospolita". Gazeta opisała nielegalne operacje prowadzone w latach 1992-1996 przy udziale oficerów i współpracowników WSI. Broń z polskich magazynów miała trafiać za pośrednictwem cywilnych firm do państw objętych embargiem ONZ - Chorwacji, Somalii i Sudanu oraz do przestępców działających w Polsce i innych krajach, w tym do rosyjskiej mafii.
Według "Rz", WSI nie tylko nie ujawniły, że broń trafiała do terrorystów i gangsterów, ale wręcz przeciwnie - same umożliwiły przestępstwo, pomagając należącej do ich współpracownika prywatnej spółce Steo otrzymać koncesję na handel bronią i kupić broń z magazynów wojska. Aferę wykryli w 1996 r. celnicy w Estonii, przez którą przerzucano broń, przechwytując na przejściu granicznym z Łotwą 1600 pistoletów.
Przed sądem w Gdańsku toczył się od 2000 r. tajny proces sześciu osób kierujących polskimi spółkami Cenrex i Steo - ostatnio przeniesiony do Warszawy. Mężczyzn oskarżono o nielegalny handel bronią o wartości ok. 4,5 mln dolarów, m.in. do krajów objętych embargiem ONZ. Grozi im do 12 lat więzienia.
Spółki Cenrex i Steo kupowały broń od MON i policji, które pozbywały się uzbrojenia z lat 50. Odbiorcami broni miały być spółki działające w Estonii, Łotwie, a także znany handlarz bronią pochodzenia arabskiego Monzer al-Kassar. Z Polski wyeksportowano w ten sposób m.in. ponad 20 tys. pistoletów TT, kilkaset karabinków maszynowych typu kałasznikow, karabinki dla strzelców wyborowych, kilka tysięcy "pepesz", kilkaset sztuk granatników, pociski moździerzowe i kilka milionów sztuk amunicji.
Prokuratura wojskowa prowadziła postępowanie w sprawie - jak to określono - "niedopełnienia i przekroczenia obowiązków w latach 1993-96 w celu osiągnięcia korzyści majątkowych przez osoby z kierownictwa WSI". Umorzyła je we wrześniu 2000 r. Dwa lata później WPO podjęła postępowanie na nowo.
Sprawą zajmowała się sejmowa komisja ds. służb specjalnych, gdy jej szefem był Antoni Macierewicz - dziś wiceszef MON i szef komisji weryfikującej funkcjonariuszy likwidowanych służb oraz pełnomocnik ds. tworzenia nowego wojskowego kontrwywiadu. Według komisji, doszło do złamania prawa przez WSI. "Przypomnę - kolejni szefowie WSI to robili. Handlowali bronią z mafią rosyjską, z terrorystami arabskimi; ta broń była dostarczana od Japonii po Somalię naprawdę olbrzymi i bardzo groźny dla polski proceder. I ich proces trwa już siedem lat" - mówił ostatnio Macierewicz.

>